Młoda Matko gdzie są Twoi znajomi sprzed ciąży?

Kiedy rozmawiałam z M., że może czas na dziecko, wśród różnych argumentów „za” i „może za jakiś czas” pojawił się również ten – „niech nasze życie towarzysko, wyjściowo, imprezowe nie umrze”. Pomyślałam sobie, cóż jakoś dam radę. Może pierwsze miesiące będą trudne ale z biegiem czasu na pewno nie będę miała oporów, żeby zabrać dziecko do restauracji, na wyjazd czy do znajomych. Opcja „zostawmy Malucha Babci” w naszym przypadku nie wchodziła w grę, a do opcji „zatrudnijmy Opiekunkę” dopiero dojrzewam mimo, że jestem Mamą już jakiś czas.

Z. pojawiła się w październiku 2017. 8 dni po przyjściu na świat przejechała swoje pierwsze 150 km. Do dzisiaj ma na swoim koncie ich już kilka tysięcy. Podróże bliższe lub dalsze nie są nam straszne. Wystarczy odrobina chęci i zorganizowania żeby zabrać kilkumiesięczne dziecko na jednodniowy wyjazd do innego miasta, kilkudniowy wyjazd w góry czy za granicę (tutaj pamiętajcie o dowodzie osobistym lub paszporcie). Nie jest to może tak proste jak wyjazd we dwójkę, a posiadanie kombi okazuje się zbawieniem, ale uwierzcie mi na słowo – da się. I jest mega przyjemnie. A ja, po każdym wyjeździe, jestem z siebie bardzo dumna, że znów sobie poradziłam, zachowałam spokój i zwiedziłam kolejne miejsca.

Na kilku romantycznych kolacjach też byliśmy. Wystarczyło wybrać odpowiednią porę, a w ciągu dnia zapewnić Małej tyle atrakcji żeby wieczorem po prostu spała. Wiadomo nie jest to randka w opcji „siedzimy, jemy, pijemy wino i patrzymy sobie głęboko w oczy” (trzeba zerkać na wózek lub nosidło w celu sprawdzania czy nasza Pociecha nie przeżywa jakiegoś głębokiego kryzysu, który zaraz oznajmi Światu wybuchając płaczem na całą restaurację a tym samym psując atmosferę wszystkim dookoła), ale przecież sami zdecydowaliśmy się na bycie Rodzicami i powinniśmy odnajdować romantyzm również w towarzystwie naszej córeczki.

Dwa pierwsze punkty nie wywracania życia do góry nogami opisane. Uff… Został ostatni. Znajomi. I tu, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, zupełnie nie z mojego wyboru, nastąpił krach. Porównywalny  z Czarnym Czwartkiem na nowojorskiej giełdzie. Wszystko padło…

Kilka dni temu dotarło to do mnie na dobre. Urodziłam dziecko. Jestem mamą. I jestem persona non grata wśród wszystkich naszych bezdzietnych znajomych. Powiem więcej, mam wrażenie, że dziecko przenosi jakieś nieuleczalne choroby, które przenoszą się przez jego spojrzenie, bo odkąd Z. jest w domu, na palcach jednej ręki mogłabym policzyć wizyty. I żadna z nich nie była bezinteresowna. Ojj skłamałam… Jedna była…

I tak się zastanawiam o co chodzi. Bo powiem szczerze, że nie mam zielonego pojęcia. A chciałabym wiedzieć. Bo tak mam z natury, że lubię wiedzieć.

Wylałam swój żal. Chyba jest mi lepiej. A Wam wszystkim życzę tylko takich znajomych i przyjaciół, którzy nie przestraszą się Małego Człowieka i będą traktować Was jako Rodziców tak samo jak wtedy, kiedy jeszcze nimi nie byliście.

N.